sklep@elitpolska.pl / 532 120 844

DARMOWA DOSTAWA przy zakupach od 250 ZŁ!

Czy warto kupić używany samochód?

Wiele osób obawia się zakupu używanego auta. Czy mają rację? W artykule wskazujemy na plusy i minusy zakupu auta z "drugiej ręki".

Niektórzy twierdzą, że w idealnym świecie wszyscy jeździliby nowymi samochodami, najwyżej pięcioletnimi, najlepiej na przedłużonej gwarancji. Tylko czy byłby to idealny świat? Według obiegowej opinii używane samochody kupują ci, których nie stać na nowe.

Często tak jest, ale na rynku wtórnym zaopatruje się wiele osób, które stać na nowe auta. Mogą iść na zakupy w salonie, ale mają inne priorytety. I dobrze, bo jak wyglądałaby ochrona środowiska, gdyby samochody złomowano po kilku latach eksploatacji?

Produkcja samochodów jest procesem energo- i czasochłonnym. Im dłużej pojazd będzie nadawał się do bezpiecznej eksploatacji, tym mniejsze będzie zapotrzebowanie na nowe samochody. Każdy rok użytkowania poprawia bilans zysków i strat, pod warunkiem, że nie przekroczymy granicy zdrowego rozsądku i nie będziemy jeździć samochodem z silnikiem zużytym do tego stopnia, że nie spełnia żadnych norm.

A zatem: czy kupować używane pojazdy? Tak, bo to może być bardzo rozsądny sposób wydawania pieniędzy. Pod warunkiem, że zrobimy to świadomie i rozsądnie, unikając pułapek zastawianych przez nieuczciwych handlarzy. Oni chcą sprzedać nawet wtedy, kiedy my czujemy, że nie powinniśmy kupować. Jak wybrać, żeby nie stracić?

Przebieg i zużycie

Kupujemy samochód używany, więc nie możemy wymagać, żeby sprawiał wrażenie nowego. Jeśli wygląda dobrze, to świetnie! Jeśli wygląda zbyt dobrze, to powinna nam się zapalić czerwona kontrolka ostrzegająca przed przekrętem.

Polacy od lat są wyczuleni na punkcie przebiegu. Dla wielu idealny samochód używany, bez względu na wiek, powinien mieć przebieg nie większy niż magiczne 100 tys. kilometrów. Ten strach przed przebiegiem sprawił, że dziesiątki tysięcy kupujących usłyszało bajeczki o samochodach, którymi ich niemieccy, pierwsi właściciele jeździli wyłącznie w niedzielę i tylko do kościoła oddalonego o najwyżej 10 km.

Jeszcze więcej nabywców zapłaciło za samochody z licznikiem cofniętym o znacznie więcej niż 100 000 km. Kupowali auta, które przejechały 200–300 tys. km i… nadal jeździły, jakby miały zachwalane 100 tys. Zdarzały się sytuacje gdy auta definitywnie odmawiały współpracy, ale wtedy sprzedawca zawsze znajdował wytłumaczenie: felerna seria, słaby silnik, fabryczna wada skrzyni biegów, okropny stan polskich dróg, nieumiejętność nowego właściciela.

Nie bójmy się aut, które przejechały 200 tys. km i więcej. Sprawdzajmy je dokładnie, liczmy się z dodatkowymi kosztami, negocjujmy ceny, ale nie skreślajmy ich automatycznie. Co prawda w Polsce cofanie licznika jest nielegalne, a przebieg jest rejestrowany podczas badania technicznego i kontroli drogowej, ale te zmiany obowiązują zbyt krótko, żeby ochronić wszystkich kupujących. W obiegu wciąż są samochody, których liczniki cofnięto przed wejściem w życie surowych przepisów. Zostały zalegalizowane i mogą być sprzedawane kolejnym chętnym.

Lepiej kupić pojazd z udokumentowanym przebiegiem około 200 tys. km i w odpowiadającym mu stanie technicznym niż dobrze przygotowany do sprzedaży, „cofnięty” przed zmianą przepisów „okazyjny” egzemplarz.

Pogłębiona diagnoza

Dobrą praktyką jest skontrolowanie pojazdu, który chcemy kupić, w solidnym warsztacie. Lista elementów, które trzeba sprawdzić, jest długa, a niektóre czynności wymagają wymontowania pewnych podzespołów, więc są czasochłonne. Nie dziwmy się więc, że taka usługa może kosztować kilkaset złotych (lub więcej).

Przyjrzyjmy się liście kontrolnej:

  • nadwozie: ślady po wypadku, wgniecenia, ubytki powłoki lakierniczej, korozja, stan reflektorów i szyb (zmętnienia, pęknięcia),
  • podwozie: korozja, układ wydechowy, ślady po wypadkach, spawanie podłużnic, wycieki płynów eksploatacyjnych, geometria podwozia,
  • zawieszenie: skuteczność amortyzatorów, stan gniazd amortyzatorów, sprężyn, łożysk piast, geometria zawieszenia,
  • układ hamulcowy: przewody twarde i miękkie, grubość tarcz hamulcowych, kontrola stanu klocków i bębnów,
  • układ kierowniczy: stan drążków, końcówek, luzy w kolumnie kierowniczej, stan układu wspomagania,
  • ogumienie: stan bieżnika, wgniecenia i inne uszkodzenia felg, stan czujników ciśnienia w oponach,
  • układ wydechowy: korozja, stan katalizatora i filtra DPF (zastąpienie filtra emulatorem, zatkanie niepoddające się oczyszczaniu), uszkodzenie zaworu EGR,
  • silnik: rozrząd, spalanie, wycieki oleju, wycieki płynu chłodzącego, skuteczność przepustnicy, stan wtryskiwaczy (lub świec), przewodów wysokiego napięcia, uszczelka pod głowicą (zużycie oleju),
  • układ elektryczny: stan akumulatora, skuteczność ładowania alternatora, tętnienia napięcia, iskrzenie komutatora,
  • komputer: odczytanie komunikatów błędów, kontrola zgodności numerów seryjnych z dokumentacją, kontrola oprogramowania w poszukiwaniu modyfikacji, śladów po chip tuningu,
  • skrzynia biegów i sprzęgło: stan techniczny, komunikaty błędów, jakość pracy, dostępny zakres regulacji, płynność zmiany przełożeń, wycieki płynów.

W niektóre miejsca nie da się zajrzeć bez endoskopów, niektórych awarii nie wykryje się bez kamery termowizyjnej, większości pułapek nie wypatrzy laik. Potrzeba doświadczonego mechanika, dobrze wyposażonego warsztatu i czasu.

                         

                         Fot. Pixabay, Devolk

Zwykłe zużycie

Używane samochody wymagają troski i odrobiny wyrozumiałości. Nie ma nic niepokojącego w tym, że trzeba wymienić klocki i tarcze hamulcowe, poprawić lekko skorodowane elementy układu wydechowego (albo niektóre zastąpić nowymi). W zależności od stanu faktycznego może być wskazana wymiana: płynu hamulcowego, miękkich przewodów hamulcowych, oleju, końcówek drążków kierowniczych, silentblocków, tulei wahaczy. Te i inne części zużywają się podczas eksploatacji i prędzej czy później trzeba będzie je wymienić. Dobrze, jeśli uda się wynegocjować cenę uwzględniającą rychły przegląd i bieżące naprawy.

Wypadki

Prawie każdy samochód po wypadku można doprowadzić do stanu, w którym uda się go sprzedać. A nawet jeśli nie, można z niego pobrać elementy nadwozia, które posłużą do rekonstrukcji innego, mniej doświadczonego przez los egzemplarza.

Taka reanimacja jest bardzo czasochłonnym procesem, wymaga specjalistycznej wiedzy i z reguły jest opłacalna wtedy, gdy do warsztatu trafi mocno zniszczony (a więc kupiony za bezcen) samochód z górnej półki.

Zatem rozpoznanie takiego wskrzeszonego samochodu może być trudne. Niedoświadczony kupujący w „polowych” warunkach giełdy albo na podwórku sprzedawcy, podekscytowany okazją, poganiany wizją następnego chętnego umówionego „za godzinę” może podjąć fatalną decyzję.

Estetyka

Oglądając samochody używane, staramy się znaleźć możliwie najlepszy. Dla większości kupujących dobry stan techniczny jest tożsamy z doskonałym wyglądem. Rysy na nadwoziu, pobrudzona tapicerka, brak kołpaków kół, wgniecione felgi, porysowane elementy wykonane z tworzywa sztucznego, odpryski farby i drobne wgniecenia na zderzaku zniechęcają.

Sprzedający o tym wiedzą i starannie przygotowują pojazdy do wystawienia w komisie albo w serwisie ogłoszeniowym. Sztuka polega na tym, żeby odróżnić dbałość o estetykę od próby ukrycia poważnych problemów i odwrócenia uwagi kupującego od problemów technicznych, które można dostrzec tam, gdzie laicy zazwyczaj nie zaglądają. Ilu z nas potrafi (nawet stojąc pod podniesionym autem w dobrze oświetlonym warsztacie) na pierwszy rzut oka wskazać delikatnie, ale istotnie odkształcony drążek kierowniczy?

Nie dyskwalifikujmy samochodów tylko dlatego, że noszą ślady normalnej eksploatacji, a obok stoją dopieszczone, choć znacznie mniej korzystnie wycenione egzemplarze. Jeśli bardzo zależy nam na wyglądzie, możemy auto dopieścić we własnym zakresie.

Zwracajmy uwagę na ślady korozji, wypełnienia szpachlówką, łaty z laminatu, ślady spawania elementów podwozia. Wgnieciony błotnik najczęściej nie świadczy o poważnym wypadku, tylko o kolizji ze słupkiem na parkingu. W solidnie uderzonych autach opłaca się wymienić wiele elementów nadwozia, żeby ukryć na przykład zaspawane pęknięcie podłużnicy.

Systemy bezpieczeństwa

Systemy bezpieczeństwa to kolejny punkt, który trudno ocenić samodzielnie. Samochód powinien mieć zamontowane i sprawne wszystkie poduszki i kurtyny powietrzne. Nierzadko po kolizji w pojazdach wymieniane są rozerwane „wystrzelonymi” poduszkami elementy deski rozdzielczej i kierownicy, ale nowych poduszek już się nie montuje. Samochód wygląda jak nowy, lecz w chwili wypadku kierowca i pasażerowie są chronieni tylko pasami. Nie pomoże tu nawet odczyt błędów ze sterownika poduszek.

Autohandel z zasadami

Wśród tysięcy przedsiębiorców handlujących używanymi pojazdami można znaleźć ludzi godnych zaufania i z dużym doświadczeniem, starannie dobierających pojazdy, którymi handlują. Jeśli firma istnieje od lat w tym samym miejscu, jeśli udostępnia rekomendacje, jeśli można znaleźć w Internecie opinie jej klientów zamieszczane na przestrzeni kilku lat – jest szansa, że trafiliśmy dobrze.

Unikajmy sprzedawców obiecujących gruszki na wierzbie, kuszących wyjątkowymi okazjami, oczekujących błyskawicznych decyzji. Idźmy tam, gdzie można przyjść z mechanikiem, skąd można zabrać auto na kilkugodzinne badanie, gdzie czujemy się dobrze i bezpiecznie.

Samochody kradzione

Kradzione samochody wciąż są sprzedawane. W ciągu ostatnich kilkunastu lat wiele zmieniło się na korzyść, poprawiła się wykrywalność kradzieży, ale wciąż trzeba zachować czujność. Przed kupnem dobrze jest sprawdzić, w których miejscach znajduje się numer VIN pojazdu, odczytać go, porównać z książką serwisową, kartą pojazdu i dowodem rejestracyjnym.

Żaden kupujący nie rozpozna umiejętnie „przebitego” numeru nadwozia, ale nie każdy złodziej jest artystą. Jeśli oznakowanie nadwozia jest nieczytelne, wygląda na celowo zabrudzone, żeby zniechęcić do odczytania, jeśli niektóre znaki wyglądają na uszkodzone, spiłowane, mają kształt inny niż pozostałe – trzeba to zweryfikować.

Obowiązkowa powinna być weryfikacja w serwisie CEPIK (www.cepik.gov.pl). Po podaniu numeru VIN, numeru rejestracyjnego oraz daty pierwszej rejestracji uzyskamy dostęp do historii pojazdu.

                          

                          fot. Shutterstock 

Samochody elektryczne

Hybrydy „zwykłe” i z możliwością doładowania, samochody całkowicie elektryczne, pojazdy z zaawansowanymi systemami autonomicznymi są stosunkowo nowe i rynek wtórny nie zdążył się nimi nasycić, dlatego brakuje specjalistów, którzy zgromadziliby obiektywną, rzetelną wiedzę i doświadczenie w ocenie stanu używanych samochodów i prognozowaniu kosztów ewentualnych remontów i większych napraw.

Im wcześniej model pojawił się na rynku, tym większa szansa na to, że został dokładnie poznany i wiadomo, czego należy się spodziewać kilka lat po kupnie z drugiej ręki. Na pewno należy zwrócić szczególną uwagę na stan baterii trakcyjnych, ilość energii gromadzonej podczas ładowania z sieci, rzeczywisty zasięg samochodu na jednym ładowaniu, wydajność układu rekuperacji, czyli odzyskiwania energii podczas hamowania.

Wskazana jest inspekcja techniczna: ocena stanu akumulatorów trakcyjnych, poszukiwanie ewentualnych uszkodzeń mechanicznych, ocena temperatury podczas ładowania, postoju i jazdy (na podstawie odczytów wbudowanych czujników oraz za pomocą kamery termowizyjnej). Trzeba poszukiwać uszkodzeń izolacji, objawów zwarcia wewnątrz baterii. Podstawowe znaczenie ma odczytanie komunikatów serwisowych komputera pojazdu i sterowników urządzeń. Nie każdy warsztat dysponuje odpowiednim oprogramowaniem i wiedzą, więc usługa może być droga albo zupełnie niedostępna.

Odpowiedź na postawione w tytule artykułu pytanie zdecydowanie powinna być twierdząca: tak, warto kupować samochody używane, ale trzeba to robić z rozmysłem i po dokładnym sprawdzeniu najważniejszych elementów pojazdu przez doświadczonych pracowników warsztatów samochodowych.

Zobacz także

Napisz komentarz: