Zanim nadejdzie zima

Polscy zmotoryzowani muszą dostosować się do sezonowego charakteru eksploatacji samochodów. Przejawia się to np. w używaniu ogumienia dostosowanego do pory roku.

Klimat mamy taki, że musimy dostosować się do zmienności pór roku i do pewnych niespodzianek ze strony pogody. Zamiast do ostatniej chwili zwlekać z decyzją o zakupie czy wymianie opon – lepiej zawczasu przemyśleć, jakiego wyboru dokonać. Wybór zaś jest w obecnych warunkach bardzo szeroki.

Kwadratura opony

Niektórzy pamiętają być może czasy, w których pojęcie „opona sezonowa” było czystym abstraktem. Był po prostu jeden rodzaj opon, na których jeździło się przez cały rok.

Lekko nie było – ogumienie było w Polsce towarem deficytowym i przedmiotem pożądania. Jeszcze w latach osiemdziesiątych XX w., a nawet na początku lat dziewięćdziesiątych (zatem tuż po transformacji ustrojowej) opon brakowało, więc jeździło się latem i zimą na tych samych gumach. Zresztą ruch drogowy był wtedy najwyżej umiarkowany, a to w pewnej mierze niwelowało zagrożenia z tytułu korzystania w zimie z opon letnich.

Czy to zimą, czy to latem…

„Na łysiutkich jeżdżę małym Fiatem” – przed laty takim wierszykiem rozweselali się kierowcy złaknieni jakichkolwiek opon. Ale w miarę rozwoju naszej motoryzacji i wzrostu natężenia ruchu drogowego zaczęła wzrastać społeczna świadomość bezpieczeństwa. Coraz nowocześniejsze i bardziej skomplikowane samochody nie mogły zadowalać się byle jakim ogumieniem. Powszechnym standardem stawało się posiadanie dwóch zestawów opon, dostosowanych do pory roku.

Dzisiaj można wybierać i przebierać w ofercie handlowej wielu dystrybutorów ogumienia. Dostawcy szeroko reklamują swój towar i zabiegają o klientów. Nikt już nie ma wątpliwości, czy warto zimą jeździć na „zimówkach”; jedyne wątpliwości pojawiają się w odniesieniu do terminów zmiany opon. Powszechnie zalecana jest reguła, by zamiany przeprowadzać w terminach zbliżonych do zmiany czasu z zimowego na letni (ostatni weekend marca) i z letniego na zimowy (ostatni weekend października. Inny sygnał do zmiany to moment, gdy średnia temperatura dobowa spada poniżej 7o.

Nie wszystko jest takie proste

Wątpliwości potęgują się wtedy, kiedy pogoda ma nietypowy przebieg – więc np. zima próbuje „postraszyć” pierwszym śniegiem już na początku października albo gdy śnieg sypie jeszcze pod koniec kwietnia. Zdarzają się zimy ciepłe i łagodne, co też dezorientuje kierowców.

Klimat w Polsce jest dosyć nieprzewidywalny, a nawet coraz bardziej nieprzewidywalny. Wprawdzie nasz kraj leży w strefie klimatu umiarkowanego – ale właśnie w tej części Europy ścierają się wpływy klimatu morskiego (na zachodzie) i kontynentalnego (na wschodzie). W dodatku na północy dominują niziny, zaś w pasie południowym – tereny podgórskie i górskie, gdzie zima jest z natury ostra i długotrwała.

Z tego płynie szereg komplikacji pogodowych. Często zdarza się, że przemierzający kilkaset kilometrów kierowca napotyka po drodze kilka bardzo różnych stref pogody. I z tego trzeba sobie zdawać sprawę, więc przede wszystkim należy dostosować taktykę prowadzenia pojazdu – zarówno do realnie panującej pogody, jak i do rodzaju oraz stanu ogumienia. Owszem, są w Europie kraje (np. alpejskie), w których w pewnych terminach konieczne jest korzystanie z opon zimowych, a ten, kto tego nie respektuje, może być ukarany przez policję i w dodatku może stracić gwarancje ubezpieczeniowe w razie wypadku. Były takie pomysły, żeby podobne nakazy wprowadzić również w naszym kraju. Na szczęście upadły – bo trudno sobie wyobrazić, by sztywne w całym państwie terminy miały obowiązywać zarówno w Wielkopolsce, jak i na Podtatrzu czy w Bieszczadach.

Kwestia myślenia

Zatem nie sztywny nakaz, lecz roztropność, przezorność i umiejętność przewidywania. Rozsądny i odpowiedzialny kierowca bierze na siebie ciężar rozstrzygnięcia dylematu – kiedy, w jaką podróż, na jakim ogumieniu. Żeby podejmować słuszne decyzje, trzeba mieć spore doświadczenie, ale także umiejętnie korzystać z prognoz pogody. I trzeba zdawać sobie sprawę, że opony letnie (ze specyficzną rzeźbą bieżnika i stosownym dla wysokiej temperatury składem mieszanki gumowej) w warunkach zimowych mrozów zaczynają przypominać śliskie obręcze z bakelitu. I odwrotnie – zimowe ogumienie przy temperaturze kilkunastu stopni powyżej zera staje się miękkie jak z plasteliny. Tak czy owak – z powodu nieodpowiednich opon zaczynają się fundamentalne kłopoty z przyczepnością.

Do tego trzeba dopisać jeszcze kolejną wątpliwość – co zrobić, gdy w środku zimy robi się ciepło niczym w czerwcu – jezdnia jest suchutka, a temperatura asfaltowej nawierzchni przekracza 20o? Wtedy aż się prosi o przekładanie opon z zimowe na letnie, ale przecież za parę dni znów zawitają mrozy. I co wtedy? Kolejna przekładka? Na takie warunki trzeba więc przyjąć rozsądną poprawkę – wprawdzie jeździmy na ogumieniu, które nie jest dostosowane do chwilowej sytuacji, ale za to wprowadzamy stosowną korektę do techniki i taktyki jazdy.

Zimowe opony miewają dość zróżnicowaną specyfikę. Ten, kto zdecyduje się na typowe produkty skandynawskie (wytwarzane z przeznaczeniem na lokalne rynki), może się nieco rozczarować. Wyroby firm szwedzkich, norweskich czy fińskich są doskonałe w warunkach tamtych krajów – gdzie zimą na jezdniach dominuje śnieg czy oblodzenie. W naszej strefie klimatycznej rzadko się zdarzają klasyczne warunki skandynawskiej zimy – z reguły jeździmy po nawierzchniach solidnie wysolonych (więc co najwyżej pokrytych pośniegowym błotem), a najczęściej po asfalcie siwym od soli. Wtedy ujawniają się pewne niedoskonałości skandynawskich opon – w naszych warunkach stają się one dosyć hałaśliwe. Ale należy wiedzieć i to, że skandynawscy producenci dostarczają na rynki innych krajów europejskich takie ogumienie, które jest w pełni dostosowane do lokalnych warunków.

Opony całoroczne

Opony wielosezonowe, zwane też całorocznymi – co to takiego? Jakiś uniwersalny patent, który w czarodziejski sposób zwalnia nas z konieczności przekładania opon? Cudowne lekarstwo, dzięki któremu jeden komplet ogumienia wystarcza za dwa? Pogodowe anomalie ostatnich lat sprawiły, że szukamy czegoś dostosowanego do kaprysów klimatycznych w naszym kraju. Coraz chętniej kupujemy opony całoroczne, ale musimy uświadomić sobie, że to nie jest rozwiązanie dla wszystkich i na każde warunki eksploatacyjne.

Fachowcy podkreślają, że ogumienie wielosezonowe jest owocem kompromisu, zatem ani nie dorównują one oponom letnim w lecie, ani zimowym w zimie. Stanowią pewne uśrednienie i wypośrodkowanie, które trzeba roztropnie wkalkulować do stylu jazdy. Zatem ich przyczepność (i w efekcie droga hamowania czy zachowanie na łuku jezdni) jest gorsza niż ogumienia dostosowanego do pory roku. Bez wątpienia są też bardziej hałaśliwe (zwłaszcza na jezdni suchej i wolnej od śniegu czy lodu).

Ale są też proste i oczywiste wskazania do stosowania takich opon. Zaleca się je np. do niewielkich aut, wykorzystywanych niemal wyłącznie w ruchu miejskim, więc na stosunkowo niewielkie odległości i przy prędkości z zasady ograniczonej w jeździe miejskiej, w dodatku przy założeniu stosunkowo umiarkowanych rocznych przebiegów. W takich przypadkach korzystanie z jednego kompletu (zamiast dwóch) i dwukrotne w ciągu roku unikanie przekładki opon upraszcza kierowcom życie i przynosi wymierne oszczędności. Znika także poczucie niepewności w okresach przejściowych, kiedy trudno podjąć trafną decyzję co do momentu zmiany opon.

Od początku pandemii (a więc od przełomu zimy i wiosny 2020 roku) wyraźnie wzrosła popularność ogumienia wielosezonowego, bowiem większość użytkowników znacząco ograniczyła wtedy użytkowanie swych pojazdów. Takie warunki zachęciły do stosowania opon określanych mianem „all season”.

Tego rodzaju ogumienie jest oznaczane symbolem śnieżynki na tle gór, co oznacza pełnoprawne stosowanie w porze zimowej (także w tych krajach, w których odgórnie narzucono okresowe korzystanie z klasycznych „zimowek”). Zaś co do oferty handlowej – rynek opon jest dobrze zaopatrzony w produkty przeznaczone do całorocznej eksploatacji. Zdecydowanie lepiej zdecydować się na rozmaite oponiarskie wydatki właśnie teraz, jeszcze przed szczytem gorączkowej wymiany ogumienia – gdy łatwiej można liczyć na okazje czy promocje, a w dodatku unikamy kolejek w placówkach zajmujących się serwisem opon.

Fot.Shutterstock.com

Napisz komentarz: